poniedziałek, 9 kwietnia 2012

mała rzecz...



a cieszy :) Na razie mnie - zauważyłam, że ostatnio ta kolorystyka mnie nie opuszcza :) Papiery same wchodzą w rękę, a Wonderland zauroczył mnie tak samo jak Dreamer.


Drobiazg dla koleżanki - nowe wcielenie żółtych karteczek na biurko.

Przy napisie na okładce musiałam zaprosić do współpracy Zu... no i trochę krzywo wyszło, bo panowanie nad szałem stemplowania dwulatki wymaga trochę uwagi :) Pierwsze spotkanie z alfabetem z Montażowni przyniosło dużo radości, zamierzony efekt, choć muszę jeszcze dopracować równe stawianie literek. Kółka pozostały mi z warsztatów u Ayeedy, distressy (pomarańczowy, żółty i czerwony),  archival ink, crackle accent i stemple nabyte za małe pieniądze na Skrapowisku.

2 komentarze:

  1. Cudne maleństwo!!! Fantastyczne!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ach!Ktoś nie próżnował w święta :D
    I to z jakim powalającym efektem!

    OdpowiedzUsuń

Pięknie dziękuję, Wasze komentarze dodają mi skrzydeł :D